
Lewis Hamilton ukończył wyścig o Grand Prix Węgier na piątej pozycji, choć zdaniem siedmiokrotnego mistrza świata miał szansę na miejsce na podium. O ostatecznym wyniku zadecydowała spóźniona decyzja strategiczna zespołu Ferrari oraz kara za przekroczenie prędkości w alei serwisowej.
Niefortunna decyzja o zjeździe do boksu
Kluczowy moment wyścigu na torze Hungaroring nastąpił po awarii skrzyni biegów w bolidzie Oscara Piastriego. Hamilton jechał wówczas na drugiej pozycji. W trakcie wirtualnej neutralizacji Ferrari nakazało swojemu kierowcy zjazd na wymianę opon. Decyzja ta zapadła w ostatniej chwili, przez co zawodnik nie miał czasu na dyskusję z inżynierami.
Po zjeździe do alei serwisowej Brytyjczyk spadł na czwarte miejsce, wyprzedzony przez Maxa Verstappena oraz Andreę Kimiego Antonelliego, którzy pozostali na torze. Jak przyznał sam Hamilton, stan jego ogumienia był wystarczająco dobry, by kontynuować jazdę bez zjazdu.
Kolejne kary i spadek w klasyfikacji
Sytuację Hamiltona pogorszył fakt przekroczenia dopuszczalnej prędkości w alei serwisowej o 0,1 km/h. Sędziowie nałożyli na niego karę pięciu sekund. Po jej doliczeniu do końcowego rezultatu reprezentant Ferrari spadł w oficjalnej klasyfikacji za swojego zespołowego partnera, Charlesa Leclerca.
Dla 41-letniego kierowcy była to już trzecia z rzędu pięciosekundowa kara w sezonie. Wcześniej ukarano go za falstart podczas GP Wielkiej Brytanii na torze Silverstone oraz za kolizję z George’em Russellem w GP Belgii. Ponadto na Hungaroringu otrzymał spadek o trzy pozycje na starcie za blokowanie Piastriego w kwalifikacjach.
Co wiadomo obecnie
Lewis Hamilton zapowiedział ciężką pracę nad wyeliminowaniem własnych pomyłek w kolejnych wyścigach Formuły 1. Kierowca podkreślił, że mimo zaufania do zespołu, decyzja taktyczna z GP Węgier otworzyła drogę do niepotrzebnej kary i utraty miejsca na podium.
Źródło: WP SportoweFakty







